spotkał się z Hayesem.

– Żartujesz. Siostra Maria Yaldeza?

– Bentz wrócił – powiedział. Corrine skinęła głową.
czeka.
serce stanęło mu w piersi.
– Myślisz, że to nie Jennifer?
przeczesywał wzrokiem ciemność, modląc się o życie żony. Ma jeszcze czas.
przyciskał pedał gazu, O1ivia zmówiła kilka zdrowasiek i zarzuciła mu, że jeździ jak
zmartwienie. – O Boże – szepnął. – O1ivia.
– Ta budka. Gdzie jest?
bezpieczniejszego tematu.
– Sam nie wiem. – Bentz był odrętwiały.
I przed policjantem, który ma za dużo czasu i któremu odbija na punkcie nieżyjącej żony.
Jeśli kogoś pominęłam – a nie byłoby w tym nic dziwnego, bardzo przepraszam.
135
Nieważne. Bez względu na to, kim jest, ma złe zamiary.

Donovan, zdaniem Bledsoe zamieszany w zbrodnię. Nie mieli na niego żadnych dowodów.

prawda? Tak wszyscy sądzili. I zostawiła list pożegnalny. – Nagle się zdenerwowała, jakby
Caitlyn przewróciła się na drugi bok, otworzyła oczy i spojrzała na budzik. Ósma trzydzieści? Niemożliwe. Na kamiennej podłodze werandy kładły się długie cienie - zapowiedź nadchodzącej nocy. Pewnie zasnęła po tych kilku drinkach wypitych z Kelly
zdaje, czy nigdy się nie wycofujesz? Co się z tobą stało, do cholery?
A ty w tym czasie spałaś! Serce jej zamarło, gdy zobaczyła odcisk dłoni na futrynie i kolejny na drzwiach. Z trudem opanowała nudności. Potwornie przerażona dotarła do łazienki. Czyja to krew? Twoja. Spójrz na siebie! Spojrzała w lustro nad umywalką. Na twarzy miała czerwone ślady, w nozdrzach zaschniętą krew. Włosy były matowe i zmierzwione. Może dostała okropnego krwotoku z nosa, takiego jak w dzieciństwie, i w jakiś sposób udało jej się go przespać i nic nie zauważyć? Nie... to nie wyjaśniało nacięć na nadgarstkach. Ani krwi rozmazanej po całym pokoju. A te otwarte drzwi... Czy ktoś jej to zrobił? Ze strachu żołądek podszedł jej do gardła. O Boże... ale dlaczego? Kto? Nie, to nie mogła być tylko jej krew. Przecież żyła. Gdyby straciła tyle krwi, z pewnością byłoby po niej. Nikt nie mógłby przetrwać takiej jatki. Oparła się o umywalkę i spróbowała zebrać myśli. Kręciło jej się w głowie i szumiało w uszach, a migrena zżerała mózg. O Boże, a jeśli ten ktoś wciąż tu jest? Nie, to nie miało sensu. Gdyby ktoś próbował ją zabić, to przecież już dawno by to zrobił. Krew we włosach, na ścianach, pod prysznicem zdążyła zaschnąć. Minęło trochę czasu. Albo coś go wystraszyło, albo po prostu poszedł sobie. Albo ty to zrobiłaś i zostawiłaś otwarte drzwi. Nie... Nic nie pamiętała, nie miała pojęcia, co się wydarzyło. Jeśli krew nie jest twoja, to czyja? - Nie wiem - wyszeptała. Może ofiara gdzieś tu jest. Spojrzała w kierunku prysznica, mleczne szkło z krwawym odciskiem dłoni było pęknięte. Boże, pomóż! Zebrała się na odwagę i dotknęła kabiny prysznicowej. Spodziewała się znaleźć trupa z oczami wbitymi w sufit i krwawe ślady ściekające do odpływu. Nerwowo popchnęła drzwi. Nikt się na nią nie rzucił. Żaden trup nie leżał pod prysznicem. Zobaczyła krew rozpryskaną po ścianach i zaschniętą w nierówne strumyki. Zrobiło jej się niedobrze. Co tu się stało? Co?! Cała się zatrzęsła, gdy podniosła dłoń i zobaczyła, że pasuje do odcisku na szybie. - Matko Boska - wyszeptała. Myśl, Caitlyn, myśl. Nie panikuj. Znów zobaczyła swoje odbicie w lustrze. Jak to się stało? Gdzie była, kiedy to się stało? Czyja to krew? Nogi się pod nią ugięły. Oparła się o brzeg umywalki i ochlapała twarz zimną wodą, żeby zachować przytomność. Może nie jesteś sama. Może ktoś tu jest. Gdzieś na dole. Może ktoś się tu ukrył. Jeszcze raz spojrzała w lustro. Biała twarz, potargane włosy sterczące na wszystkie strony, strach czający się w piwnych oczach. Drzwi na werandę były otwarte, a ty nie pamiętasz, żebyś je otwierała. Przesunęła wzrok i zobaczyła odbicie otwartych drzwi i falujące zaplamione firanki. O mało nie zwymiotowała.
zauważył ich i wyczuł, że coś się święci, bo rozpoznał policjantów z Los Angeles poza
Tylko jeszcze o tym nie wie.
Więc się przeniósł.
podłodze, poza jej zasięgiem, po mojej stronie prętów.
podniecenia. Było w nim coś seksownego i tajemniczego, coś, co kryło się za powierzchownością przystojnego i wysportowanego studenta. Intrygowało ją to. Kusiło. Sprawiało, że chciała lepiej go poznać. Spójrz prawdzie w oczy, Caitlyn, on po prostu pociąga cię fizycznie. Jak mężczyzna kobietę. Przez moment wyobraziła sobie, że kocha się z nim, ale zaraz powstrzymała szalone myśli. Musi lepiej nad sobą panować. Wyszła i szybko zamknęła za sobą drzwi, żeby Oskar nie zdążył wyskoczyć. - Cześć. Wyglądasz... - Przyjrzał jej się i potrząsnął głową. - Wyglądasz niesamowicie, ale może nie powinniśmy o tym mówić. - Co? Chcesz mnie pozbawić komplementów? O, nie! - Mrugnęła do niego i zarumieniła się. - Ty też wyglądasz niesamowicie. Odchylił głowę, zaśmiał się i wziął ją pod rękę. - Na razie wystarczy. Musimy dbać o właściwe relacje między pacjentką a terapeutą. - To okropne - wymruczała. Noc była cicha, ulice prawie puste. Nawet wiatr nie szemrał w liściach drzew. - Dokąd idziemy? - zapytała. - Dokąd tylko zechcesz. Tym razem ty wybieraj. Zastanowiła się przez chwilę. - A może do Nickelby’s? Trzy ulice stąd, za placem. Świetna kawa. I jeszcze lepsze drinki. Błysnął białymi zębami. - Prowadź. - Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem - zażartowała, ciągnąc go za rękę. Gawędząc, zawędrowali do baru. Niewielką salę oświetlały słabe lampy z niebieskimi kloszami, przy małych okrągłych stolikach siedziało kilka par i kilka samotnych osób. Przed mikrofonem stał młody człowiek z gitarą, ale nie śpiewał, tylko nucił i pomrukiwał z cicha, lekko trącając struny. Pewnie sam skomponował melodię i najwyraźniej nie miała ona końca. Zajęli stolik pod oknem i zamówili mrożoną herbatę i lemoniadę cytrynową z wódką. Po odejściu kelnerki Adam zapytał: - Jak sobie radzicie, ty i twoja rodzina? - A jak ci się wydaje? Wygląda na to, że ktoś chce nas wszystkich wymordować. Od tego człowiek się robi nerwowy. - Włożyła do ust orzeszka ziemnego i dokładnie wytarła sól z palców. - I to jeszcze nie wszystko. Jest jeszcze ból po stracie bliskiej osoby. Nieszczęścia chodzą parami. Kelner z niewielką bródką i serwetą owiniętą wokół pasa przyniósł im napoje. Na głowie miał beret przekrzywiony do tyłu, nie wiadomo, czy w ten sposób chciał zamanifestować swój styl, czy ukryć łysinę. - Czekam na telefon od Hannah. Została całkiem sama w domu. Lucille poleciała na Florydę... - Machnęła ręką. - Nawet nie pytaj, nie wiem, dlaczego. A teraz odeszła mama... - Urwała i sięgnęła po szklankę. - Przepraszam. Radzono mi, żebym nie zachowywała się jak ofiara, więc nie będę. Ale skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie czuję się bez-radna i nie przeżywam czegoś w rodzaju szoku. - Tyle się ostatnio wydarzyło. - Tak - powiedziała niemal szeptem. - Wcześniej też. Waszą rodzinę dotknęło wiele nieszczęść.
bezprzewodowego połączenia.
71
Zaskoczona Fortuna upuściła żarówkę, która rozprysła się na kawałki.
mięśnie jego ud. Od trzech tygodni, czyli kiedy usłyszał od szefowej, że może pomyślałby o
dobrym gliniarzem, ale strasznie się wymądrzał. Tacy faceci zawsze mają odpowiedź na

©2019 www.clausa.to-swiety.bieszczady.pl - Split Template by One Page Love